Ja wiem, moja interpunkcja to koszmar. Przepraszam za to, jednak od zawsze mam z nią problem. Jest to też przyczyna niższych ocen przy wypracowaniach na polskim :(
Bastille - Of the Night
Bastille - Of the Night
Mikey's POV
Wyszłam szybko z mieszkania gdy zobaczyłam samochód Zayna pod domem. W topie, bluzie i legginsach zbiegłam po schodach. I tak miałam iść pobiegać. Auto było, jednak Zayna nie było. Stałam chwilę w miejscu i ruszyłam biegiem do lasu. Jak zawsze, o tej samej porze. Podciągnęłam rękawy bluzy i zaczęłam biec. Znowu to czułam. Że ktoś za mną idzie. Że ktoś mnie obserwuje. Przystanęłam i rozejrzałam się.
- Kto tam jest? - zawołałam. Mój oddech był przyśpieszony. Nie tylko od biegu, byłam przerażona - H-halo?
Coś się poruszyło. Pękła jakaś gałąź. Nigdy nie płaczę ale teraz w moich oczach wezbrały łzy. Cała drżałam, odwróciłam się i zaczęłam biec ile sił w nogach. Po moich policzkach spływały łzy, a ja wchodziłam w głąb lasu chcąc stać się nie widoczną między drzewami i krzakami. Krztusiłam się łzami i co chwila zerkałam za siebie. Zahaczyłam stopą o korzeń i wywaliłam się. Jęknęłam cicho ale zaraz zaczęłam czołgać się za krzak. Starałam się nie wydawać żadnych dźwięków. Zobaczyłam jakąś postać idącą i rozglądającą się. Przycisnęłam dłoń do ust by nie usłyszał mojego szlochu. Wpatrywałam się jak przystaje w miejscu. Wyjmuje telefon z kieszeni.

Poruszyłam się przerażona gdy mój telefon zadzwonił. Szybko wyciszyłam go widząc że to mama dzwoni. Wzięłam kilka drżących oddechów i odebrałam starając ukryć to że przed chwilą umierałam ze strachu zapłakana.
- H-halo? - odchrząknęłam - Halo? - powtórzyłam.
- Hej myszko - powiedziała jak zwykle wesołym głosem - Jak tam? Nie dzwonisz..
- Jakoś tak. Przepraszam. A co u Was? Wszystko okay? - wciąż nerwowo wyglądałam zza krzaków. Mówiłam przyciszonym głosem.
- Wszystko w porządku Mikey? Jesteś jakaś dziwna..
- Wszystko Okay Mamo. Tylko jestem trochę zajęta. Zadzwonię później, dobrze? Pa! - rozłączyłam się i wsunęłam telefon ponownie do zapinanej kieszeni w bluzie. Powoli wstałam i wytarłam mokre policzki. Szłam powoli do domu rozglądając się. Ale w połowie drogi i tak zdecydowałam się biec. Chciałam jak najszybciej wydostać się z lasu. Wbiegłam do kamienicy, dźwięk moich kroków obijał się o ściany. Zdyszana biegłam po schodach. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w swoim mieszkaniu i po prostu zawinąć w koc i nigdy nie wychodzić z łóżka. A już na pewno nie będę biegać po tamtym lesie. Krzyknęłam gdy ktoś objął mnie ramieniem przy drzwiach. Zaczęłam się szarpać aż w końcu ten ktoś nie obrócił mnie w swoją stronę. Zayn patrzył na mnie zdezorientowany.
- Co się stało Mikaela? - złapał mnie za ramiona patrząc na mnie uważnie. Nie myśląc nad tym długo, wtuliłam się mocno w niego. Znowu zaczęłam płakać. Objął mnie i zaczął głaskać po plecach i włosach. Uspokajał mnie - Spokojnie Mikey, jestem tu. Nic ci nie grozi.. - wyszeptał. Nazwał mnie Mikey. Pierwszy raz tak do mnie powiedział. Wtuliłam się w niego mocniej. Czułam się bezpieczna gdy jest przy mnie. Bo zawsze jest wtedy gdy go potrzebuję.. no cóż, przeważnie.
- W-wiem - siąknęłam nosem. Sięgnął do kieszeni mojej bluzy i wyjął klucze od mojego mieszkania. Otworzył drzwi i wprowadził mnie do środka. Usiadłam na kanapie, a on kucnął przede mną. Zdjął skórzaną kurtkę i rzucił ją obok mnie. Spojrzał mi w oczy i pogłaskał po policzku.
- Co się stało? - starł kciukiem moje łzy.
- Ktoś mnie śledził - wyszeptałam - Ktoś mnie obserwuje od kilku dni.. - splotłam palce, moje dłonie drżały - Wcześniej aż tak się nie pokazywał. Tylko sprawiał że miałam jedynie wrażenie iż ktoś za mną idzie. Ale dzisiaj.. dzisiaj mnie gonił - głos mi się załamał, znowu zaczęłam płakać.
- Mikaela, uspokój się. Masz nie płakać Mikey - powiedział twardo. Myślałam że jest zły ale gdy przeniosłam na niego zapłakany wzrok to nie był. Patrzył na mnie czekając aż się uspokoję. Wstrzymałam oddech po czym powoli go wypuściłam z płuc - Już? - skinęłam głową ponownie siąkając nosem - Oddychaj - uśmiechnął się delikatnie - Wdech i wydech - poinstruował mnie jednocześnie prezentując. Parsknęłam krótkim i cichym śmiechem - Lepiej - pogłaskał mnie po głowie. Wyprostował się - Jesteś pewna że ktoś za tobą chodzi Mikaela?
- Mógłbyś mówić do mnie Mikey? Wolę jak mówisz Mikey - przygryzłam wargę patrząc na niego z dołu. Patrzył na mnie chwilę ale nie uśmiechał się. Co zrobiłam nie tak? Poprosiłam tylko by mówił do mnie Mikey, czyli tak jak mówią wszyscy.
- Jesteś pewna że ktoś cię śledził? - powtórzył bez emocji wpatrując się we mnie. Odwróciłam wzrok i skinęłam głową.
- Tak. Nie wymyśliłabym sobie tego Zayn - wymamrotałam.
- Załatwię to. Nie masz się czym martwić - uśmiechnął się do mnie uspokajająco. Ale ja zmarszczyłam brwi. Odwrócił się i ruszył do drzwi.
- W jaki sposób? - podniosłam się i poszłam za nim.
- Nie martw się tym - powtórzył zerkając na mnie przez ramię.
- Zayn? - stał już na korytarzu a ja w drzwiach. Spojrzał na mnie - Czy.. chciałbyś przyjść do mnie na kolację? Ty zaprosiłeś mnie do klubu, ja zapraszam się na obiad. Taki rewanż - uśmiechnęłam się delikatnie. Patrzył na mnie chwilę - Dzisiaj wieczorem?
Skinął głową.
- W porządku. Do zobaczenia.. Mikey - powiedział odwracając się i schodząc po schodach. Uśmiechnęłam się szeroko i zamknęłam drzwi. Oparłam się o nie plecami i zsunęłam zagryzając wargę z uśmiechem. Zajrzałam do lodówki i zastanowiłam się co mogę przygotować. Może pieczone ziemniaki i kurczak? Tak, wszystko na to mam. Muszę rozmrozić kurczaka.. W połowie obierania ziemniaków zdałam sobie sprawę że nie umówiliśmy się na konkretną godzinę. Jęknęłam cicho. Może przyjść w każdej chwili. Ale jeżeli na kolację to będzie gdzieś o 8. W porządku. Dam radę. O w pół do ósmej, weszłam pod prysznic. Kurczak był w piekarniku prawie gotowy. Wyszorowałam się, ogoliłam w każdym możliwym miejscu i po wyjściu spod prysznica wysuszyłam szybko włosy. Upięłam je i założyłam na siebie błękitną sukienkę do połowy uda z rękawami 3/4. Po 8 postawiłam kurczaka na stole. Patrzyłam to na naszykowany stół to na zegarek. 20, 20:30, 21, 21:30. Spuściłam głowę gdy po dwóch godzinach siedzenia w miejscu kurczak był już zimny.
Nie przyjdzie.
Może nie chciał? A co jeżeli rzeczywiście jestem dla niego za nudna? Nie umiem się bawić. Jestem żałosna jeżeli myślałam że podobam się komuś takiemu jak Zayn. Schowałam kurczaka i ziemniaki do lodówki. Zsunęłam z siebie sukienkę. Było mi przykro że mnie wystawił. Nawet nie rozkładałam kanapy. W koszulce i bieliźnie położyłam się na kanapie, przykryłam kołdrą i wzięłam jedną poduszkę. Zanim jednak zasnęłam, wstałam szybko i po ciemku podbiegłam do drzwi. Zamknęłam je na klucz i szybko wróciłam do pościeli. Odetchnęłam głośno i zasnęłam.
Obudziłam się w środku nocy. Zmrużyłam oczy i zobaczyłam postać zmierzającą do drzwi. Zaczęłam krzyczeć, a ten ktoś sięgnął do włącznika światła. Patrzyłam przerażona na Zayna.
- Co ty tu robisz?! - krzyknęłam oddychając szybko. Stał w miejscu. Zobaczyłam pojedynczą różę na stoliku przy moim łóżku.
- Wypadło mi coś. Nie mogłeś przyjść do ciebie na kolację..
- Jak tutaj wszedłeś Zayn? - przerwałam mu.
- Zostawiłaś otwarte drzwi.
- Wcale nie - usiadłam opuszczając stopy na podłogę. Zakryłam uda kołdrą i spojrzałam na Zayna który zrobił kilka kroków w moją stronę - Pamiętam jak jeszcze ponosiłam się z łóżka by zamknąć drzwi.. Zayn, jak tu wszedłeś?
- Były otwarte Mikey - powiedział stając przy mnie, kucnął naprzeciwko mnie.
- Nie. Były. - wycedziłam patrząc mu w oczy.
- Jak bym tutaj wszedł gdyby były zamknięte? Mikey, pomyśl trochę - potrząsnął głową. Sięgnął po różę i podał mi ją - Na przeprosiny. Chciałem ją zostawić i wyjść ale.. przepraszam że cię obudziłam.
Wzięłam w dłoń różę. Patrzyłam chwilę na krwistoczerwony pąk. Dotknęłam palcem płatka. Może rzeczywiście nie zamknęłam tych drzwi? Może przyśniło mi się to że wstaję? Nie ważne..
- Jeżeli jesteś głodny to kurczaka wystarczy odgrzać.. - wymamrotałam zerkając na Zayna. Uśmiechnął się delikatnie.
- Dziękuję. W zamian jednak zapraszam cię na obiad. Jutro przyjdę po ciebie o 5. Takie przeprosiny - złapał mnie za rękę. Wstrzymałam na moment oddech.
- Wyjdziemy gdzieś czy..
- Myślałem o restauracji - wzruszył lekko ramionami i puścił moją rękę.
- To ja się męczyłam z robieniem kolacji sama, a ty pójdziesz na łatwiznę? - zażartowałam.
- Za cholerę nie umiem gotować. Nie chcę cie po prostu cię otruć - odparł zaciskając usta.
- W porządku - uśmiechnęłam się. Oddał uśmiech i wstał - Zayn?
- Tak?
- Nie rób tak więcej - powiedziałam cicho, a mój uśmiech znikł.
- Ale jak? - zmarszczył brwi.
- Nie wchodź do mojego mieszkania w środku nocy. Po prostu nie, dobrze? - zacisnęłam usta. Patrzył na mnie aż pokiwał głową.
- Oczywiście Mikey. Nie będę. Ale ja nigdy bym cię nie skrzywdził..
- Wiem - uśmiechnęłam się słabo spuszczając głowę.
- To dobrze. Będę jutro o 5. Ubierz tą śliczną niebieska sukienkę - powiedział wychodząc. Mój uśmiech znikł. Patrzyłam na zatrzaśnięte przed chwilą drzwi. Skąd on wiedział że ubrałam wcześniej niebieską sukienkę?
Genialny ❤
OdpowiedzUsuńKto ją śledzi?!
Ciekawe skąd Zayn wie o tej sukience...
Czekam na kolejny ♥
on coś kombinuje... i to jest coś chorego xDD
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział ♥♥♥
Ooo, jakie to urocze! On wie wszystko, a ona nie wie nic. Nie ma zielonego pojęcia, że Zayn wie wszystko. :D Wydaje mi się, że to od niego ktoś ją śledził. Może żeby znowu nie wpadła do jakiegoś rowu? Kto wie? ;3
OdpowiedzUsuńKochana, nie martw się interpunkcją. Znaczy fakt, troszkę razi w oczy, ale ja też miewam tak, że zapomnę o jakimś przecinku. Na szczęście są strony, na których mogę sprawdzić, czy o czyms nie zapomniałam. Moją ulubioną jest ta https://www.languagetool.org/pl/ ;)
Zostawił różę, kochany ♡
Buziaki, karmeeleq
Ooo.. Słodkie <3 ale widzę że mickey zaczyna świrować oby wszystko szybko się wyjaśniło a wiec next Please ^,^ *,*
OdpowiedzUsuńCzuje ze to będzie jedno z twoich najlepszych ff! Swietne ♥
OdpowiedzUsuńZ czystym sumieniem stwierdzam, że to FF jest NIESAMOWITE, na prawdę bardzo się ciesze, że podałaś mi adres. Na pewno będę stałym czytelnikiem. Powodzenia i życzę weny :)
OdpowiedzUsuń